|
Nowe
zasady kompensowania szkód łowieckich
Szkody łowieckie
zawsze spędzały sen z oczu rolnikom i były kością niezgody pomiędzy nimi
a silnym i wpływowym lobby myśliwych. Pisałem o tym wielokrotnie narzekając
na nasze Prawo łowieckie ignorujące w wielu przypadkach podstawowe uprawnienia
właściciela czy dzierżawcy gruntu rolnego i nie chciałbym się znowu powtarzać.
Straciłem też już wszelką nadzieję, że w Prawie łowieckim coś się zmieni
na korzyść rolników. Okazuje się jednak, że ostatnio zostało wydane nowe
rozporządzenie w Ministra Środowiska z dnia 15 lipca 2002 sprawie szacowania
szkód łowieckich oraz wypłat odszkodowań za szkody w uprawach i płodach
rolnych zastępujące uprzednio obowiązujące rozporządzenie Ministra Ochrony
Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa z 22 maja 1997 roku. Nowe przepisy
zostały ogłoszone w Dzienniku Ustaw Nr 126 z dnia 9 sierpnia 2002 pod
pozycją 1081. Czyżby ustawodawca postanowił na tyle udoskonalić przepisy,
aby sprawa szkód łowieckich przestała być zarzewiem ciągłych konfliktów
na wsi. Lektura przepisów nowego rozporządzenia nie prowadzi do aż tak
optymistycznych wniosków, pewne jednak rozwiązania przyjęte w nowych przepisach
będą miały istotne znaczenie w praktyce szacowania szkód łowieckich i
niewykluczone, że praktykę te poprawią.
Przede wszystkim w nowych przepisach odstąpiono od ustalania rozmiaru
szkody w oparciu o średni plon danej uprawy w gminie, lecz podstawą odszkodowania
jest obecnie tak zwany "ustalony plon" Kierując się zasadami logiki,
ów ustalony plon należy rozumieć jako przewidywany plon, jaki byłby zebrany
z danej plantacji, gdyby szkoda nie wystąpiła. Nowe przepisy wymagają,
zatem żeby rozmiar szkody ustalać indywidualnie dla konkretnej plantacji.
Rozwiązanie dotychczasowe, które polegało w istocie na zastępowaniu kompensaty
poniesionej rzeczywiście szkody odszkodowaniem zryczałtowanym opartym
o niejasne kryteria średniego plonu w gminie było powszechnie krytykowane,
zwłaszcza przez dobrych rolników osiągających plony wyższe niż przeciętne.
W praktyce występowały trudności, w oparciu o jakie dane statystyczne
ustalać ów średni plon, co do niektórych upraw danych o wysokości takiego
plonu w ogóle w gminach nie było. Przykładem niech będą perypetie sądowe
jednego z plantatorów ziemniaków przemysłowych, rośliny jak wiadomo znacznie
plenniejszej od ziemniaków jadalnych, któremu ustalono odszkodowanie w
oparciu o średni plon bliżej nieokreślonych ziemniaków, oczywiście zaniżony
w stosunku do faktycznych zbiorów. Moim zdaniem dotychczasowe regulacje
prawne dotyczące szacowania rozmiaru szkód łowieckich na podstawie średniego
plonu w gminie naruszały konstytucyjną zasadę przyznająca obywatelowi
prawo do pełnego odszkodowania i radziłem poszkodowanym, aby po wyczerpaniu
drogi sądowej wnosili skargi do Trybunału Konstytucyjnego z żądaniem orzeczenia
o utracie mocy obowiązującej sprzecznych z Konstytucją przepisów rozporządzenia
dotyczącego szacowania szkód łowieckich. Ustawa Prawo łowieckie ma podstawie,
której wydano to rozporządzenie ani słowem nie wspomina o owym średnim
plonie; akt niższej rangi zawierał, zatem własne kontrowersyjne i niezgodne
z porządkiem konstytucyjnym rozwiązania. Do sprawy przed Trybunałem jednak
nie doszło, albowiem ustawodawca sam się poprawił wydając nowe przepisy
przewidujące kompensatę rzeczywiście poniesionej szkody w oparciu ustalone
na danej plantacji plony. Wydawać by się mogło, że pełnia szczęścia została
osiągnięta, zaskoczył mnie więc telefon od rolnika, który bardzo sobie
chwalił dotychczasowe regulacje oparte na średnim plonie w gminie i z
wielką nieufnością podchodzi do rozwiązań przewidzianych w nowych przepisach.
Rolnik ów twierdził, że w dotychczasowych przepisach zasady szacowania
szkody były proste i przejrzyste a odszkodowanie oparte na średnim plonie
wychodziło zazwyczaj na dobre biedakom gospodarującym na kiepskich glebach
na obrzeżu lasów osiągających plony niższe od średnich. Potwierdzałoby
to poglądy niektórych myśliwych, którzy złośliwie twierdzą, że niektórzy
rolnicy, żyją z odszkodowań łowieckich a ziemniaki czy kukurydzę sadzą
specjalnie dla dzików. Jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Nie można jednak odmówić racji argumentom, że ustalenie w sposób obiektywny
przewidywanego plonu na danej plantacji może być trudne, zwłaszcza w przypadku
zniszczenia dużej części plantacji. Każdą sprawę należy wnikliwie zbadać,
zebrać dane do każdego indywidualnego przypadku ocenić, jakie plony mógłby
osiągnąć dany plantator gdyby szkoda nie wystąpiła Jest to jednak zadanie,
z którym muszą sobie poradzić zespoły szacujące szkody łowieckie i od
tych ludzi należy wymagać większej kompetencji. Mimo wszystko uważam,
że lepsze są takie trudności niż dotychczasowa "urawniłowka" w ustalaniu
wysokości szkód łowieckich.
Poza omówioną powyżej zmianą zasady ustalania rozmiaru szkód łowieckich
nowe rozporządzenie utrzymuje większość rozwiązań przewidzianych w starych
przepisach. Nowością jest obowiązek zgłoszenia szkody na piśmie oraz wyraźny
przepis, że wysokość odszkodowania pomniejsza się o nieponiesione koszty,
zbioru, transportu i przechowania. Spodziewam się, że stosowanie tego
przepisu może powodować konflikty, odwołuje się on bowiem do kryteriów
trudnych do obiektywnego ustalenia. Przy obliczaniu wysokości szkody rozmiar
szkody mnoży się obecnie przez cenę skupu danego artykułu rolnego lub
w przypadku braku takiej ceny przez cenę rynkową obowiązującą w dniu szacowania
w rejonie wystąpienia szkody. Powyższe kryteria wydają się bardziej zobiektywizowane
niż stosowana w starych przepisach przeciętna cena danego ziemiopłodu
w gminie.
Podczas mojego ostatniego dyżuru telefonicznego dopiero piąty rozmówca
nie był ofiarą dzików, saren, jeleni, łosi lub danieli. Świadczy to o
tym, że problem szkód łowieckich ciągle istnieje i wymaga pilnego rozwiązania.
Czas pokaże czy stanie się to za sprawą nowych przepisów.
Michał Gilewicz
Radca prawny KPIR
|