Przeskocz do treści

Susza wraz ze wszelkimi jej komplikacjami była głównym tematem dyskusji radnych wojewódzkich KPIR podczas pierwszego spotkania VI kadencji. Wskazano także na potrzebę zmian w działaniu Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Odbyte 30 sierpnia I WZ KPIR to nie tylko wybory do władz naszego samorządu. Nie mogło zabraknąć dyskusji na temat aktualnych problemów dotyczących rolnictwa Kujaw i Pomorza. Jak nietrudno odgadnąć debatę rozpoczęto od suszy.
- Sytuacja jest szczególna. Trzeci rok z rzędu nasze województwo boryka się z suszą – powiedział na wstępie Ryszard Kierzek, prezes KPIR. - Nie ma co ukrywać, że jest to sporo pracy w komisjach szacujących szkody suszowe – podkreślił. Zaznaczmy, że zagadnienie to pojawia się w debacie członków Izby nie po raz pierwszy. Tak jak i problemy z nią związane. Lecz najgorsze w tym jest to, że są to problemy powracające. Wydawałoby się wręcz nie do rozwiązania.

Pada, czy nie padało?
Zaczątkiem tychże kłopotów jest z pewnością pogoda. Na nią jest wpływ niewielki. Jednak jej raportowanie i dalsze działania na podstawie tychże raportów, to jest już zupełnie inna sprawa. Bowiem według jednostki na podstawie, której ogłasza się stan suszy na danym terenie, czyli Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach niejednokrotnie okazywało się, że susza była, ale jej,,, nie było. Nie inaczej sytuacja wygląda w bieżącym roku. - Jak jest każdy widzi. Lecz IUNG tego nie widzi – mówiono podczas obrad. To mocno denerwowało i nadal irytuje rolników.
Monitorowanie opadów przez IUNG od dawna wzbudza wiele kontrowersji. A co rusz w związku z tym na jaw wychodzą nowe fakty związane z monitoringiem. Jak

Ryszard Kierzek: - Podłączenie do monitoringu IUNG 19 stacji KPODR trwało rok.

poinformował podczas spotkania prezes Kierzek, według jego wiedzy IUNG bazuje na pomiarach ze stacji prywatnych. Właścicielami części tych ostatnich są... pracownicy IUNG-u. - Inną sprawą jest np. to, że podłączenie ostatnich 19 stacji monitorowania do systemu IUNG, zakupionych przez samorząd województwa kujawsko-pomorskiego i przekazanych na własność Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego trwało rok. IUNG tłumaczył się, że takowe stacje są niemiarodajne – dodawał sternik Izby opisując sytuację. Podkreślmy, że dzięki działaniom KPIR, jak i będącego wówczas przewodniczącym komisji rolnictwa sejmiku kujawsko-pomorskiego Ryszardowi Kierzkowi nasz region ma największa ilość stacji pomiarowych w Polsce. - Moglibyśmy spróbować namawiać gminy do zakupu stacji w ramach pomocy rolnikom, ale nie jest powiedziane, czy IUNG by chciał je w ogóle uznawać – pokreślił szef Izby. Radny Stanisław Drogoś opisał właśnie taką sytuację. Jest zakupiona stacja pomiarowa, ale IUNG nie chce jej uznać.

Najważniejsze to rozmieszczenie
Stwierdzono fakt, że generalnie punkty pomiarowe są niewłaściwie rozmieszczone

Maria Żukowska-Repeczko. - Stacje te nie obejmują sowim działaniem całej gminy.

na danym obszarze. Sytuację taką opisała radna Maria Żukowska-Repeczko z powiatu brodnickiego. - Stacje te nie obejmują sowim działaniem całej gminy. Są dwie i są położone blisko siebie – mówiła. W trakcie dyskusji okazało się, że przypadek ten dotyczy stacji znajdujących się w gestii K-PODR. Radni zauważyli, że lokalizacja tychże punktów pomiarowych wynika np. z miejsca zamieszkania pracowników ODR-u. Ci zaś mieszkają czasami w niewielkiej odległości. - W takiej sytuacji zawsze się można spotkać z dyrektorem KPODR w Minikowie i spróbować poprawić tą, czy inną lokalizację. Ważne by radni powiatowi na swoim terenie dokładnie sprawdzili jaka jest rzeczywista sytuacja – podkreślił Ryszard Kierzek.

Likwidacja lub reforma
Ostatecznie w dyskusji na temat monitorowania opadów radni stwierdzili, że może warto... zlikwidować IUNG jako instytucję zupełnie oderwaną od rzeczywistości. Lub ją zreformować. Jak stwierdzono zmiana zasad monitorowania w IUNG jest koniecznością. Mówiono o tym już wcześniej. Nic się jednak nie zmieniło. 

Kłopoty komisji
Taka, a nie inna metodyka działań IUNG wpływa negatywnie na pracę w komisjach suszowych. Te czasami nie wiedzą jak postępować. Przypomnijmy, że KPIR wielokrotnie kierowała wnioski do odpowiednich organów w sprawie interpelacji istniejącego prawa. Jednak odzew jest taki jakoby go nie było. - Najczęściej odpowiedź ze strony urzędników wojewody jest taka, że to komisje są ostateczną wyrocznią jeśli chodzi o szacowanie szkód i zawartość protokołów – poinformował Ryszard Kierzek. W rzeczywistości później okazuje się jednak, że protokoły są odrzucane u wojewody, bo nie są kompatybilne z wytycznymi IUNG-u.

Bożena Aleksandrzak: - Jeżeli ktoś podważy nasze szacunki, to po co jesteśmy komisją?

Pozostaje więc pytanie co robić? Jak radzą sobie z tym chaosem poszczególne komisje? Z tym jest różnie. Jedne, tak jak te z powiatu tucholskiego dostosowują protokoły do wymagań IUNG. Inne jak ta z gm. Dobre w pow. radziejowskim wymienia w protokołach rzeczywiste straty na polach. - Jeżeli ktoś podważy nasze szacunki, to po co jesteśmy komisją? Zobaczymy jak nam wojewoda nasze protokoły podpisze. Najwyżej komisja pójdzie siedzieć – zauważyła Bożena Aleksandrzak z powiatu radziejowskiego.

Straty. Jak wysokie? Jaka pomoc?
Z suszą wiążą się straty. To zaś oznacza konieczność wsparcia. Na nie - jak zapowiedział minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski – przeznaczono już około 500 mln złotych. W miarę potrzeb ma być ono wyższe. - To i tak mało niż w zeszłym roku, ale paradoksalnie tych pieniędzy może starczyć, skoro przy takim systemie publikacji danych suszowych przez IUNG w pomoc suszową wpiszą się jedna lub dwie rośliny zamiast wszystkich – zaakcentował prezes KPIR. Dodajmy, że niektóre szacunki mówią już 3 mld. Strat w produkcji rolnej z powodu suszy.
Niestety. Powtórzmy. Póki co na samą suszę jako zjawisko meteorologiczne wpływ mamy niewielki. To na co człowiek ma wpływ, czyli np. zasady wyceniania szkód i ogłaszanie klęski żywiołowej jest niezmienne od wielu lat. A szkoda.

ASF – problem niezapomniany
Minęło 5,5 roku od wykrycia pierwszego przypadku ASF w Polsce. Wydaje się, że w środowisku rolniczym, czy też mediach o problemie tym jakby mniej się mówi. Czy to nie jest jednak tylko cisza przed burzą? Ryszard Błaszkiewicz podczas dyskusji powrócił do tego nieco „zapomnianego” tematu. - Niestety ta choroba doszła pod Żuromin (w woj. mazowieckim, blisko granicy z kujawsko-pomorskim – dop. red). Jeśli ona przejdzie do nas i do Wielkopolski można będzie powiedzieć, że jest w całym kraju. To będą potężne straty. Nie tylko dla nas, hodowców trzody. Moim zdaniem problemem tym powinni zająć się również "zbożowcy". Taką sugestię zgłosiłem będąc na spotkaniu z tą branżą. Powiedziano mi wówczas, że to nie jest ich problem. Otóż to błąd. Jeśli nie będzie komu tego zboża sprzedać na skarmianie, to jego cena spadnie. Co wtedy zrobią "zbożowcy"? – powiedział radny. Nie jest to pierwszy głos w tej sprawie podnoszony przez samorządowców KPIR. Co ważniejsze. Samorząd rolniczy Kujaw i Pomorza w pełni jest świadomy zagrożenia wynikającego z ASF. Planujemy spotkanie w tej sprawie. Będzie ono miało na celu intensyfikacje działań zapobiegających ewentualnemu wystąpieniu ASF w terenie naszego województwa.

Potrzebne są zmiany
Na progu nowej kadencji, podobnie jak w poprzedniej, powróciła sprawa odbioru wśród rolników działań Krajowej Rady Izb Rolniczych. Gospodarze z Kujaw i Pomorza uważają, że działalność „krajówki” nie była taka jakiej by oczekiwali. Padł postulat zmian. Tych ostatnich mają się podjąć przedstawiciele KPIR w Krajowej Radzie - prezes Kierzek i delegat do KRIR Tomasz Zakrzewski. Obaj otrzymali od radnych wojewódzkich właśnie takie zadanie. - Nasi delegaci muszą wiedzieć po co tam (do KRIR – dop. red) idą i jak mają dokonywać wyboru – mówił Tadeusz Ziółkowski, wiceprezes KRIR. Podkreślił on negatywną ocenę działań szefa KRIR Wiktora Szmulewicza. - Nasz głos, głos Izb Rolniczych w ministerstwie rolnictwa, w parlamencie ma być zauważalny. Osoby w KRIR mają mówić naszym głosem. A póki co, to dało się zauważyć, że jesteśmy jako samorząd rolniczy marginalizowani. Wielokrotnie np. producenckie związki branżowe miały lepsze przełożenie w ministerstwie niż my. Tak być nie powinno – dodał.
W toku dyskusji powrócono do wydarzeń ze stycznia 2019. Wówczas w Warszawie miał się odbyć protest rolniczy. Nie odbył się, ponieważ prezes KRIR zastopował tą oddolną inicjatywę. Argumentowano przy tej okazji, że Izby Rolnicze nie mogą organizować protestów, ponieważ korzystają z pieniędzy publicznych. - Warto to w końcu wyjaśnić. Korzystamy jako samorząd z pieniędzy publicznych, ale pieniądze te, pochodzą z naszych kieszeni, bowiem płacimy podatek rolny. Bardzo źle się stało, że mimo naszych przygotowań do protestu nie doszło – zauważyła radna Maria Żukowska-Repeczko.