INFORMACJEPRACE ZARZĄDUWYDARZENIA

Przyszłość polskiego rolnictwa

Ostatnie w 2018 roku spotkanie delegatów KPIR w Przysieku zdominowała dyskusja na temat wieprzowiny i niepewnej przyszłości polskiej wsi.

Od ponad 4 lat nasz samorząd obserwuje degradację produkcji mięsa wieprzowego w Polsce. Choć czterolatka ta, to tylko część dłuższego procesu. - Obecna sytuacja na rynku trzody chlewnej jest najtrudniejszą od 20 lat – stwierdził w trakcie dyskusji prezes Izby Ryszard Kierzek. - Można śmiało powiedzieć, że następuje wyłączenie całego sektora gospodarki. Ceny na żywiec tragicznie. A na dodatek w lawinowym tempie rozwija się tucz nakładczy i nie ma co mówić, ale jako Polska idziemy w kierunku modelu hiszpańskiego. Czyli 70% produkcji, 20% - grupy producenckie i 10% pozostali rolnicy – dodał.
- Minister (Ardanowski – dop. red.) mówi do nas „pokażcie to trzeba zrobić, bo ja chcę ratować system”. No to właśnie złożyliśmy jako Izba wniosek w sprawie pewnego problemu związanego z nadawaniem numerów stad w systemie nakładczym. I... . A musimy mieć świadomość, że ten system daje szansę nażycie wielu rolnikom, którzy nie mieli już innych możliwości. Dlatego też nie wiem czy można mówić o całkowitej likwidacji systemu nakładczego, ale z pewnością trzeba mówić o jego ucywilizowaniu – zaakcentował prezes Kierzek.

Ryszard Kierzek
Ryszard Kierzek

- Najgorsze jest to, że polski rząd popiera tucz nakładczy poprzez działania ARiMR. Jedyne chlewnie, które sa teraz budowane, t te dla systemu nakładczego – zaakcentował szef Izby.
Dodajmy. KPIR, tak jak w przypadku wieprzowiny, tak w wielu innych sprawach składa odpowiednim organom, instytucjom projekty, propozycje zmian w rolnictwie. – Np. ubezpieczenia i odszkodowania rolnicze. I dostajemy odpowiedzi, które musimy dać naszym prawnikom do przetłumaczenia na polski – zaznaczył Ryszard Kierzek.
Prezes KPIR odniósł się do projektów związanych z odbudową (na wzór hiszpański) ras lokalnych-krajowych lub szlachetnych. - Ten system u nas dopiero raczkuje, a bez silnego zaangażowania grup producenckich raczej nie ma szans na zaistnienie.
Bowiem i same grupy producenckie znalazły się w kryzysie. Wobec nich zastosowano odpowiedzialność zbiorową związana z nieprawidłowościami w kilku grupach owocowa-warzywnych. Efektem tego jest istotne zwiększenie wymagań, którym grupy producenckie sprostać nie mogą.
Nadmienić trzeba, że podczas tych obrad (12 grudnia br.) w sali w Przysieku obecni byli przedstawiciele tychże grup producenckich: Ryszard Błaszkiewicz z powiatu rypińskiego oraz Andrzej Januszewski z powiatu bydgoskiego.

Ryszard Błaszkiewicz
Ryszard Błaszkiewicz

Znamienną jest historia grupy producenckiej z Rypina, o której opowiedział Ryszard Błaszkiewicz. Tam rolnicy zainwestowali w biogazownię wartą 30 mln. złotych. Posiadają prawie 1/3 udziałów w niej. A i tak grupa jest w trudnej sytuacji. Mimo wsparcia ze strony funduszy unijnych. - Z drugiej. strony w starej UE grupy funkcjonują jako spółdzielnie, a w Polsce grupy nie spełniają polskich oczekiwań – mówił Błaszkiewicz. który odniósł się też do problemu ASF. - W ramach walki z wirusem mówiono by inwestować w kupno myjek ciśnieniowych. No, ale zabrakło pieniędzy. Kiedyś Wojtek Pietrzak (delegat KPIR) powiedział, iż by choć częściowo pozbyć się problemu ASF wzdłuż Wisły należałoby postawić tyralierę wojska, dać broń i wybić wszystkie dziki. A tak nawet te ogrodzenia co mamy je budować nie pomogą - stwierdził.
- Mówiąc uczciwie dochodzę do wniosku, że te wszystkie lata przy produkcji świń dla mnie są to lata stracone – stwierdził Andrzej Januszewski, gość obrad, rolnik prowadzący od szeregu lat

Andrzej Januszewski
Andrzej Januszewski

specjalistyczne gospodarstwo wieprzowe. - Takie dno dotyka nas od wielu lat, ale czegoś takiego jak teraz jest, to jeszcze nie widzieliśmy. Jedyny kierunek – autostrada – zaakcentował. Jak poinformował występują problemy płatnicze. Chlewnie są przepełnione. - A nie wiadomo skąd się bierze różnica 10 centów w cenie tucznika pomiędzy giełda w Berlinie, a naszymi skupami? Lecz co tu mówić, skoro 30 lat wstecz mieliśmy polska produkcję zarodową, a teraz materiał zachodni wyparł polską produkcję – dodał, sugerując iż pora by rolnicy zaprotestowali. - Pora na żółte kamizelki – zaznaczył.
Wojciech Mojzesowicz, którego można nazwać prekursorem tworzenia grup producenckich zwrócił przy tej okazji uwagę na kilka innych aspektów tej dyskusji. - Państwo nic nie robi, by sprawdzić czy nas się nie oszukuje na sprzedaży trzody. Chodzi przecież o ocenę poubojową.
- Problemy dopiero nadchodzą, bowiem mniej świń, to więcej zboża na rynku, którego nie będzie komu sprzedać. A przecież chociażby sprawa elewatora zbożowego w Koronowie zakupionego przez Elewarr, gdzie nie wiem – można mówić o dumpingu? - wymieniał.

Wojciech Mojzesowicz
Wojciech Mojzesowicz

- Nie ma złotych środków, ja wiem, a ja nie mam jakiś nadzwyczajnych pomysłów, ale tak naprawdę nikt też tego co jest nie zatrzymuje. Bo co z tego, że za państwowe lub nasze postawimy wokół chlewni płoty, skoro za tym płotem będzie pusto. A musimy wyprzedzić przyszłość i to co nas będzie czekało – dodał.  W toku dyskusji Roman Mikulicz stwierdził cyt. „trzodziarze powinni odstawiać żywiec nie do dużych zakładów, a do mniejszych”. - Może to by jakoś ratowało sytuację? Lecz powiem tak. Rynku mleka, ten rynek jest podzielony między skupującymi. Czy tak nie jest w wieprzowinie?
- Mniejsze rzeźnie, ubojnie mają problemy – zauważył Ryszard Błaszkiewicz. - Rynek przejęli w 65% Chińczycy, Myślę, że tylko małe zakłady, zatrudniające rodzinę i posiadające swoje sklepy dają radę – dodał.
A jaka może być przyszłość w branży wieprzowej. To najlepiej wie radny Konstanty Grzegórski, który niedawno – jak sam powiedział – wybił stado tuczników ze swojej chlewni.
Tak mówimy tutaj jak ksiądz w kościele mówi do tych których nie ma – stwierdził Marek

Konstanty Grzegórski
Konstanty Grzegórski

Borowski, delegat do KRiR. - A ja zwrócę uwagę, na to co wcześniej powiedział już Wojtek Mojzesowicz. Mamy w Europie najwięcej młodych rolników. Tak dużo, ze pieniędzy nie starczyło, tak dużo było chętnych na wsparcie z ARiMR. Tylko tych młodych rolników jest na 5-6 lat. Program się skończy, a on powie dziękuje - dodał.
Jeden z gości obecny opowiedział następująca historię. – Była niedawno wystawa narodowa i rozmawiałem tam z jednym z zarządców dużego gospodarstwa rolnego zatrudniającego 500 ludzi. Jak się okazało są to same osoby z Ukrainy, bo Polaków nie mam do pracy. Ale to co najciekawsze. Okazuje się , że człowiek ten z Ukrainy przywiózł także 40 uczniów do szkół rolniczych w jego okolicy. I dzięki młodym Ukraińcom ta szkoła istnieje, bo dzieci polskich nie ma. A te co są i kończą te szkoły rolnicze w rolnictwie zostać nie chcą. gdzie ta przyszłość rolnictwa będzie skoro ci co się uczą nie chcą być rolnikami – zapytał nieco retorycznie.
Na całe szczęście nie wszyscy tak chcą i zarówno Ryszard Błaszkiewicz, jak i Tadeusz Ziółkowski, wiceprezes KPIR mają już swoich następców.